Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lifestyle. Pokaż wszystkie posty

13:42

Gofry z mąki ryżowej - przepis

Gofry z mąki ryżowej - przepis
Nie masz pomysłu na śniadanie, lunch lub deser? Mam idealną propozycję, która wbrew wszelkim pozorom zajmuje naprawdę bardzo mało czasu, jeżeli chodzi o przygotowanie. Tak naprawdę najwięcej czasu zajmuje już sama obróbka termiczna.
Nie wiem jak Ty, ale ja gofry po prostu uwielbiam. Co prawda jem je bardzo rzadko, ponieważ najczęściej (do tej pory!) jadałam je po prostu podczas wakacji. Próby przygotowania ich samodzielnie w domu, nigdy nie kończyły się w taki sposób, jakbym chciała. Oczywiście moje wcześniejsze wyroby"gofropodobne" z goframi jedyne co miały wspólne to smażenie w gofrownicy i ewentualną krateczkę, która również nie wychodziła na wszystkich wypiekach.
Nie zanudzając Cię dłużej moimi nieudanymi, kulinarnymi eksperymentami przejdźmy do sedna!

Obowiązkowo potrzebujesz:

  1. 60 gram mąki ryżowej
  2. Dwa jajka
  3. Proszek do pieczenia (jedną płaską łyżeczkę)
  4. Substancję słodzącą (cukier, ksylitol, cokolwiek!) dwie łyżeczki
  5. 20-30 ml wody
  6. Odrobinę oleju - najlepiej sprawdzi się taki w spray, jedynie do spryskania gofrownicy.
  7. I najważniejszy punkt: gofrownica.
Dodatkowo:
  1. Jogurt naturalny (lub w wersji kalorycznej i nie fit: nutellę, śmietanę, cokolwiek)
  2. Masło orzechowe 
  3. Owoce - w moim przypadku truskawki
  4. Ewentualnie jakąś posypkę.
Sposób przygotowania:
  1. W pierwszej kolejności ubijamy białka jajek na sztywną pianę. 
  2. Dodajemy żółtka i jeszcze chwilę mieszamy wszystko mikserem, następnie wlewamy wodę i również jeszcze chwilę używamy miksera.
  3. Dodajemy pozostałe składniki i bardzo delikatnie wszystko razem mieszamy (robię to zazwyczaj sylikonowym wybierakiem do ciasta)
  4. Na rozgrzaną gofrownicę wylewamy ciasto i... po mniej więcej 7-10 minutach gofry są gotowe. Pamiętaj, że czas smażenia jest zależny od Ciebie i Twojej gofrownicy.
Jeżeli spróbujesz przepisu, koniecznie daj znać jak Ci wyszło i czy smakowało!



20:24

Postanowienia na kolejny miesiąc: luty.

Postanowienia na kolejny miesiąc: luty.
Dzisiaj będzie bardzo krótko, ale za to konkretnie. Drugi miesiąc roku trwa już ponad tydzień, moja lista z postanowieniami leży zrobiona i czeka na publikację od trzydziestego pierwszego stycznia, jednak przyznaję się bez bicia... Źle zorganizowałam sobie publikację postów. Mam nadzieję, że uda mi się kolejną taką listę opublikować pierwszego dnia, nowego miesiąca... no najpóźniej drugiego. Chciałabym na początku i końcu każdego miesiąca publikować plany i podsumowanie, a nie chcę Was codziennie męczyć nowymi postami. Możliwe, że będę te dwa teksty łączyć jako jeden. Muszę to jeszcze przemyśleć, a jeżeli Wy macie jakieś uwagi co do tego, śmiało piszcie!

Bez zbędnego gadania, przechodzę do moich dziesięciu punktów na luty:
  1. Przeczytać trzy książki
  2. Wypijać co około 1,5 litra wody dziennie i dwa kubki zielonej lub białej (albo naprzemiennie) herbaty
  3. Przygotowywać sobie wcześniej posiłki do pracy.
  4. Jeść śniadania przed wyjściem z domu.
  5. Podjąć się wyzwania z książki ("toniejestdieta" autorstwa Anny "Wilczo Głodnej" Gruszczyńskiej)
  6. Obejrzeć trzy filmy | jedną dramę
  7. Nauczyć się czegoś nowego z Excela.
  8. Nauczyć się w końcu alfabetu koreańskiego.
  9. Zastąpić jeden z posiłków warzywnym/owocowym/warzywno-owocowym smoothie.
  10. Chodzić wcześniej spać! Ok. 23.00 na początek.
A jakie są Wasze plany na ten miesiąc? Macie jakieś postanowienia lub zadania do wykonania? Myślę, że zadania na luty mam bardziej przemyślane niż na styczeń i tym razem nie wychodzę z założenia, że wszystko musi mi się od razu udać. Mam na myśli to, że niektóre z tych punktów to nawyki, które chcę wprowadzić do swojego życia. Nie mam więc co czuć się załamana, jeżeli na dwadzieścia dziewięć dni, trzy czy cztery razy zdarzy mi się jednak wyjść z domu bez tego śniadania. Oczywiście zamierzam dać z siebie sto, jak nie więcej procent. W końcu to wszystko jest tylko i wyłącznie dla mojego dobra. ;)

16:59

Postanowienia noworoczne? To NIE DLA MNIE.

Postanowienia noworoczne? To NIE DLA MNIE.
Jeszcze Ci o tym nie wspominałam, ale jestem beznadziejna jeżeli chodzi o wytrwałość w postanowieniach noworocznych, dlatego w tym roku nawet ich nie tworzyłam. Moim zdaniem, nie ma w tym najmniejszego sensu, jeżeli z góry wiem, że nie dam rady. Nie zdziwię się, jeżeli zaraz znajdzie się tutaj jakiś specjalista, który mi napisze, że z takim nastawieniem nic nie osiągnę. Specjalisto, zaczekaj chwilę! Przeczytaj tekst do końca, daj mi się wypowiedzieć i wtedy komentuj, pisz wszystko co tylko będziesz chciał, OK.? ;)
Tak, jak przed chwilą napisałam. Wiedząc z góry, że nie sprostam wszystkim postanowieniom, wymyśliłam sobie, że w tym roku będę je regularnie ustalać na dany miesiąc. Zbliża się koniec stycznia, więc mogę zrobić małe podsumowanie mojej dziesięciopunktowej listy na styczeń.

Punkty, których na dzień dzisiejszy jeszcze nie spełniłam (ale wciąż mam na to szansę):
  1. Wybrać zdjęcia do wywołania.
  2. Schudnąć cztery kilogramy.
  3. Przeczytać trzy książki.
Wymyśliłam sobie, że chcę aby w moim domu było pełno albumów ze zdjęciami. Wiecie, jesienny lub zimowy wieczór spędzony na kanapie pod ciepłym kocykiem z herbatą lub kawą i wracanie wspomnieniami do nie tylko letnich chwil… ale nie na komputerze. Pomimo pędzącej technologii są takie rzeczy, które w tradycyjnej formie mają swój jeden, jedyny i niepowtarzalny urok. Myślę, że albumy ze zdjęciami (wywołanymi, heloł!) są właśnie taką rzeczą. Zadanie niby banalne i proste do zrobienia, ale z drugiej strony znalezienie czasu aby włączyć komputer i przejrzeć wszystkie te foldery ze zdjęciami… Szczerze mówiąc już na samą myśl mi się odechciewa. Wspominałam o tym na mojej stronie na facebooku, (do której polubienia serdecznie zachęcam – znajdziesz ją w bocznej kolumnie na blogu) ale dopadła mnie choroba i ze względu na siedzenie w domu włącznie z weekendem, istnieje szansa, że w końcu zabiorę się za te nieszczęsne zdjęcia.

Kolejny punkt… Czterech kilogramów w pięć dni nie schudnę, ale jeżeli uda mi się schudnąć jeszcze kilogram to dokonam swojego postanowienia, a więc jak możesz się domyślić punkt ten będzie zaktualizowany pierwszego lutego – lub w pierwszy weekend lutego, kiedy to mam czas na wejście na wagę. W ogóle to kiedyś ważyłam się codziennie, teraz robię to raz w tygodniu… ale o tym napiszę Ci kiedy indziej. ;)

Z tymi książkami… Miałam już wyznaczoną nawet mini listę, odnośnie tych trzech pozycji, ale jeżeli faktycznie chciałabym wywiązać się z tej liczby książek w ciągu tego miesiąca (czyli, przypominam pięciu dni, jakie nam zostały ze stycznia) to zdecydowanie muszę zmienić tytuły. Przyznam się, iż idę trochę na łatwiznę i zmieniam dwa z tych tytułów na poradniki, które z reguły mają mniej tekstu niż książki fabularne, które miałam zamiar przeczytać… Ale no wiesz. Jakby nie spojrzeć, książka to książka.
Punkty, których nie spełniłam i nie ma szans, aby w tym miesiącu je spełnić:
  1. Wypijać codziennie dwa litry wody.
  2. Chodzić regularnie na siłownię trzy razy w tygodniu.
  3. Zacząć szczotkować ciało.

Tutaj chyba wiele pisać nie muszę. Wystarczy jeden rzut oka i wiadomo co i jak. W pięć dni nie odrobię dwunastu wizyt na siłowni (zaliczyłam, aż dwie) litrów sześćdziesięciu dwóch nie wypiję, a do szczotkowania ciała nie kupiłam nawet jeszcze szczotki. Podejrzewam, że to właśnie główny winowajca! Przecież, gdybym szczotkę miała to bym się szczotkowała ;) A tak na poważnie, cóż powiedzieć, cóż zrobić. Zastanawiam się tylko co z tymi punktami zrobić… przenieść na luty czy nie przenieść, o to jest pytanie.

Punkty, które udało mi się spełnić (yay!):
  1. Zrobić porządek w komodzie (pozbyć się nienoszonych już ubrań)
  2. Obejrzeć minimum dwa filmy.
  3. Spędzić jeden dzień bez logowania się do social mediów.
  4. Utrzymywać porządek.

Wiecie, jaka to jest radość? Są to pierwsze postanowienia od bardzo, bardzo, ale to bardzo długiego czasu, które udało mi się odhaczyć. Szczególnie dumna jestem z punktu numer trzy! W dzisiejszych czasach to wcale nie tak łatwe zadanie, niby tylko dzień, a jednak. Wymaga poświęcenia, szczególnie od osoby takiej, jak ja – mogłabym cały dzień scrollować fejsa.

Jak widzisz, coś mi się udało, nad czymś muszę jeszcze popracować no i są takie rzeczy, które po prostu nie wyszły. Łatwiej jednak jest mi to wszystko zweryfikować gdy dotyczy to jednego miesiąca zamiast dwunastu. Myślę, że taka metoda jest świetna dla wszystkich osób. Oczywiście Twoje postanowienia miesięczne mogą być zupełnie inne, dotyczyć zupełnie innych sfer życia itd.,

Niedługo będę przygotowywać listę na kolejny miesiąc. Z pewnością opublikuję ją na blogu i dam Ci znać jak mi poszło z tymi trzema punktami.  Moją opinią na temat książek również się podzielę, możesz być pewna!
A teraz powiedz mi, jak Ty sobie radzisz z noworocznymi postanowieniami? Robisz je w ogóle?
Copyright © 2016 Pomaranczove , Blogger